W dniu 11 lipca w naszej parafii przeżywaliśmy wydarzenia związane z pożegnaniem ks. Marka Piwowarczyka, wikariusza tej parafii, który w minioną sobotę, 8 lipca zmarł po ciężkiej chorobie. O godz. 15:00 zostało przywiezione ciało śp. Ks. Marka i wniesione do naszego kościoła, po czym rozpoczęliśmy modlitwę Koronką do Bożego Miłosierdzia.

O godz. 17:30 miały miejsce Nieszpory za zmarłych, a po nich Msza Św. w której wzięło udział wielu księży i parafian. Pogrzeb ks. Marka miał miejsce nazajutrz, w środę 12 lipca w Stadnikach, gdzie spoczął na cmentarzu pośród innych zmarłych Sercanów.

O Ś.P. księdzu Marku ukazał się artykuł w portalu "Życie Zakonne" [klik]

 


Kazanie wygłoszone podczas Mszy za śp. Ks. Marka
11 VII  2017 r.

Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie.
Jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy,
umieramy dla Pana

Czcigodni Kapłani, drodzy Bracia i Siostry.

Otaczamy dziś trumnę księdza Marka Piwowarczyka – wikariusza tej parafii. Przeżywamy dzień w którym wyrażamy wdzięczność Bogu za życie i kapłańską posługę; może szczególnie za posługę w naszej parafii. W zestawieniu z innymi placówkami jego pobyt pośród nas był bardzo krótki (najkrótszy). Znacznie dłużej pracował w parafii księży Sercanów w Sosnowcu, w Stadnikach czy Koszycach Małych. W naszej parafialnej wspólnocie przebywał zaledwie rok. Z czego tylko kilka miesięcy mogliśmy go spotykać w tej świątyni, pozostały czas spędził w pokoju mając możliwość słuchania i uczestniczenia w tym co dokonuje się w kościele. Z pewnością łączył się z nami w modlitwie mimo fizycznej nieobecności.

Dopóki pozwalały mu siły stawał przy ołtarzu i ambonie odprawiając Mszę św. i głosząc Słowo Boże. Wielu korzystało z jego posługi w konfesjonale; odwiedzał także chorych z Najświętszym Sakramentem w I piątki miesiąca. Przez pewien czas podopieczni z grup parafialnych mogli odczuć jego dobroć i wielkie zaangażowanie. Opiekował się scholą dziecięcą i młodzieżową – zabiegając o piękną oprawę muzyczną Mszy św. i nabożeństw. Poświęcał czas dla Ruchu Sercańskiej Młodzieży, Margaretek, młodzieży gimnazjalnej przygotowującej się do sakramentu bierzmowania. Pamiętamy go także kiedy podczas nabożeństw różańcowych grał na gitarze na cześć Maryi, podobnie było także w czasie Rorat. Był bardzo lubiany przez dzieci jako katecheta w szkole podstawowej. Zdążył przy okazji kolędy odwiedzić wiele rodzin, pomodlić się z nimi i udzielić błogosławieństwa. Pewno nikt z tych osób nie sądził, że gości ks. Marka I-szy i ostatni raz w swoim domu.

Tu przed ołtarzem św. Józefa widzimy zdjęcie ks. Marka zrobione w styczniu, w dniu kiedy prowadził konkurs kolęd i pastorałek. Robił to z wielkim zaangażowaniem ku radości dzieci i ich rodziców. Któż wtedy mógł przypuszczać że zrobione za kilka dni badania odsłonią dramatyczną prawdę o stanie jego zdrowia; że jest to choroba nowotworowa. Była to informacja trudna do przyjęcia dla nas ale tym bardziej dla niego. Co prawda już jeden raz wygrał walkę z tą chorobą i wydawało się, że również tym razem wszystko dobrze się zakończy. Miał pragnienie życia i nie poddawał mimo złych wyników.

Z czasem ks. Marek, mimo dobrych chęci do pracy był coraz słabszy – dostrzegaliśmy to. Należało więc przeorganizować pracę i duszpasterskie zaangażowania aby stopniowo wyłączać z nich ks. Marka – gdyż choroba czyniła coraz większe postępy. Na wielkie uznaje zasługuje fakt, że wokół chorego ks. Marka zawiązała się grupa ludzi, która modliła się o zdrowie dla niego a później o cud – kiedy lekarze bezradnie rozkładali ręce. Zapewne ks. Marek pragnie Wam Drodzy serdecznie podziękować za modlitwę, troskę i wszelkie wsparcie. Tych osób chcących pomóc w jakikolwiek sposób było bardzo dużo i za nich dziś także dziękujemy Bogu.

Przyszedł jednak czas kiedy ks. Marek musiał opuścić dom zakonny dla zapewnienia mu specjalistycznej opieki. Wielu księży i osób świeckich nadal go odwiedzało, trwając niekiedy długie godziny przy szpitalnym łóżku, modląc się i dodając otuchy. Szturm modlitwy był przeogromny i różnoraki. Bóg zapłać za te piękne i konkretne przykłady miłości do chorego człowieka, do kapłana – wikariusza tej parafii. Pod koniec ubiegłego tygodnia stan zdrowia ks. Marka dramatycznie się pogorszył. Wzrastające problemy z przyjmowaniem posiłków, z oddychaniem i coraz bardziej widoczne cierpienie na twarzy. W ostatnim czasie staraliśmy się, by ktoś trwał przy ks. Marku – tak było przez całą dobę. Kiedy w I piątek miesiąca (lipca) przyjechałem do niego (w godz. przedpołudniowych) siostra Józefitka, pracująca na oddziale gdzie leżał ks. Marek powiedziała, że stan jest bardzo ciężki i według niej są to ostatnie godziny życia ks. Marka. Bardzo cierpiał, z trudem oddychał. Już nie mówił i nie było z nim żadnego kontaktu. Z osobami, które były wtedy przy jego łóżku odmówiliśmy wspólnie koronkę do Bożego Miłosierdzia, a później różaniec prosząc o wypełnienie się woli Bożej i siły dla ks. Marka w tak ważnej dla niego chwili. Później udzieliłem mu kolejny raz sakramentu namaszczenia chorych.

Wielu z nas odwiedzało księdza Marka i mamy jakieś swoje spostrzeżenia i przemyślenia. Pozwólcie, że podzielę się tym czego doświadczyłem przy szpitalnym łóżku – niemal w ostatnich godzinach jego życia. Zdarzyło się, że przez pewien czas byliśmy sami. Pochylając się w jego stronę powiedziałem bardzo powoli, że był wspaniałym wikariuszem. Podziękowałem za wielkie wsparcie i okazane mi zaufanie oraz ofiarowane za naszą parafię cierpienie. Wówczas popłynęły mu łzy. Było to o tyle poruszające, że ks. Marek już nie mówił i jakby nie reagował na nasze słowa. Te łzy były dla mnie bardzo wymowne. Na dodatek czuwając przy jego łóżku nie przypuszczałem, że jest to nasze ostatnie spotkanie oraz że niemal w jednym czasie odejdziemy z tej parafii (proboszcz i wikariusz).

Żegnamy dziś ks. Marka sercanina – wikariusza naszej parafii. Zasnął on w Sercu Jezusa w 51 roku życia i 17 roku kapłaństwa, dnia 8 lipca br. Jutro, (w środę 12 lipca 2017 r.) o godz. 11.30 zostanie odprawiona Msza św. pogrzebowa w kościele parafialnym w Stadnikach, a po niej nastąpi odprowadzenie na cmentarz, na miejsce spoczynku.

Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie. Jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. Ksiądz Marek nie żył dla siebie, lecz dla Boga, który go powołał na swego sługę. Nie chciał sobą przysłaniać Pana Jezusa ale raczej wskazywać na Niego i podprowadzać innych ku Niemu. Tak czynił w kościele, w szkole, podczas różnorakich spotkań. Takiego go zapamiętamy – jako wspaniałego kapłana, kapłana Serca Jezusowego.

Drodzy. Niech żywa będzie w naszych rodzinach i naszej parafii postać księdza Marka. Pamiętajmy o nim w modlitwie. Wspominajmy jego życie – zarówno to bardzo aktywne jak i ten czas kiedy przykuty był do łoża cierpienia. W tej trudnej chwili otoczmy modlitwą także jego kochanych rodziców: Augustyna i Zofię oraz jego rodzinę tak bliską jego sercu. Wierząc w świętych obcowanie ufajmy, że ks. Marek jest z nami i wraz nami uwielbia Boga za wielkie rzeczy, których dokonał w jego życiu i naszej parafii.

Drogi Księże Marku, niech spełnią się, którymi żyłeś: W Tobie o Serce Jezusa mą ufność złożyłem i nie będę zawiedziony na wieki.

Góra strony