Na dobre zaczął się kolejny rok szkolny, pełny trudów, wyrzeczeń, zmagań z samym sobą …, ale na pocieszenie dodam, że pewnie nie będzie tak źle. W końcu jak co roku poznamy nowych i z pewnością ciekawych ludzi, zobaczymy nowe miejsca, przeżyjemy wspaniałe przygody, które na pewno długo zapamiętamy. Jak wiadomo każdemu, to co dobre bardzo szybko się kończy (mam tu na myśli wakacje), ale wspomnienia pozostają do końca życia. Chyba wszyscy mamy takie odczucia po Światowych Dniach Młodych. Na ich podstawie można by napisać niesamowity scenariusz filmowy.

Światowe Dni Młodych były ogromnym przeżyciem duchowym. Dzięki naszym trzem niezastąpionym księżom mogliśmy codziennie uczestniczyć we Mszy Świętej. Podniosłość Eucharystii, którą mieliśmy możliwość przeżywać we wspaniałych miejscach takich jak np. Lourdes, czy Fatima, potęgowała jedność ponad siedemdziesięcioosobowej grupy, która przez 3 tygodnie bardzo się zżyła.
Plan wycieczki był świetnie ułożony. W przeciągu tak krótkiego czasu zwiedziliśmy co ciekawsze miejsca zachodniej Europy. Byliśmy w Wenecji, Padwie, Santiago de Compostella, Lourdes, Fatimie, Valdepenas, Ingolsadt i oczywiście Madrycie! Nie da się zaprzeczyć, że pobytu w takich miejscach na długo nie zapomnimy. Poza tym braliśmy udział w nabożeństwach typowych dla tych świętych miejsc (np. procesje, czy kąpiel w cudownej wodzie w Lourdes). Wspaniałym doświadczeniem naszej wiary był fakt, że tak ogromna ilość ludzi brała udział w tych nabożeństwach. Ludzie dla siebie obcy, z różnych stron świata w tych chwilach tworzyli jedną, kochającą się i żarliwie modlącą wspólnotę. Uwieńczeniem wyprawy i właściwie głównym celem dla którego wzięliśmy udział w pielgrzymce było spotkanie z papieżem i wspólnie z nim i niezliczoną ilością ludzi z całego świata przeżycie Eucharystii.
Ważnym aspektem pielgrzymki, poza przeżyciami duchowymi i zobaczeniem fantastycznych miejsc było poznanie wyjątkowych ludzi. Wiele przyjaźni

z pewnością  pozostanie na długie lata. Mimo trudów, które przeżyliśmy (np. mycie się cały tydzień pod zraszaczami w zimnej wodzie) bardzo się z sobą związaliśmy.

A może to nawet pomogło. Często musieliśmy sobie pomagać i wspierać się, a wiadomo, że takie doświadczenia bardzo jednoczą.
Pod koniec pielgrzymki byliśmy bardzo zmęczeni. Każdy chciał zobaczyć się

z rodziną i starymi przyjaciółmi, zjeść polski obiad i wyspać w swoim łóżku, ale myślę, że teraz, kiedy od wyjazdu minął miesiąc i kiedy wszyscy trochę ochłonęli, zaczynamy tęsknić za zwariowanymi ludźmi i przygodami, których w żaden sposób nie da się zapomnieć.

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com