Pierwsze październikowe spotkanie Matecznika kręciło się wokół jedzenia. Nie tylko chodzi o dyniowe brownie i jaglany bananowiec, które zajadałyśmy do kawy czy herbaty. Mówiłyśmy o karmieniu dzieci metodą BLW. Temat był o tyle gorący, że część z nas dopiero zaczyna rozszerzanie diety lub jeszcze ma do tego sporo czasu. Nie obyło się bez pytań, wymiany adresów stron czy przepisów. Nieopisaną pomocą okazała się Natalia, która od początku stosowała tą metodę u swojej córki, więc mogła opowiedzieć jak wygląda to w praktyce.

BLW nie jest bowiem ogólnie stosowaną metodą karmienia. Omija ona etap podawania łyżeczką zmiksowanych pokarmów. Nie jest to konieczne, ponieważ tą metodę stosuje się co najmniej w 7 miesiącu życia dziecka, gdy dziecko zaczyna już stabilnie siedzieć. Zamiast zmiksowanej marchewki maluch dostaje do rączki ugotowane na parze warzywa, dzięki czemu może poznawać nie tylko smak, ale także kolor, zapach czy fakturę danego pożywienia. Po warzywach przychodzi czas na owoce, kulki z ryżu, gotowaną na gęsto kaszę czy uwielbiane przez większość mam placuszki. Mama ma za zadanie dostarczyć dziecku wybór zdrowych produktów (bez cukru i soli), a to sam bobas decyduje, ile i co zje. Początkowo dzieci jedzą nie dużo, jednak to nie powinno martwić, ponieważ podstawą żywienia do pierwszego roku życia pozostaje mleko mamy. Dzieci karmione tą metodą rzadziej zostają niejadkami czy mają w przyszłości problemy z nadwagą. Mama Anielki zachwala tą metodę także ze względu na oszczędność czasu - gdy dziecko je, nie trzeba go karmić i pilnować, tylko ma się chwilę dla siebie czy na spokojne zjedzenie posiłku. Przepisy i informacje na temat tej metody można znaleźć w książkach i w internecie. Polecamy blogi: alaantkoweblw.pl oraz blwmama.pl 

Góra strony