Święci zwykle kojarzą nam się z osobami, które poświęciły życie Bogu zostając zakonnikami czy księżmi. Tymczasem drogą do świętości może być również małżeństwo. Przekonuje nas o tym żywot Ludwika i Zelii Martin, którzy są drugą kanonizowaną wspólnie parą małżeńską.

Z ich życiorysem zapoznaliśmy się dzięki książce "Dobre drzewo" Władysława Kluza. Tytuł książki nie jest przypadkowy. Bo czyż dobre drzewo nie rodzi dobrych owoców? Tymczasem państwo Martin wychowali pięcioro córek i wszystkie one zostały zakonnicami. Ich najmłodsza córka Franciszka Teresa, znana jest jako Teresa od Dzieciątka Jezus, w 1925 roku została uznana świętą.

Oboje małżonkowie w młodości marzyli o wstąpieniu do klasztoru, ale Bóg miał dla nich inne powołanie. W 1858 roku Ludwik i Zelia wzięli ślub. Ona prowadziła pracownię koronkarską, a on był zegarmistrzem. Każdy dzień zaczynali od porannej Mszy świętej o godzinie 5:30, dając tym piękny przykład wiary swoim dzieciom. Zelia urodziło dziewięcioro dzieci, w tym czworo dzieci zmarło w dzieciństwie. Miała problemy z ich karmieniem, ponieważ przez wiele lat zmagała się z rakiem piersi. Po długiej chorobie zmarła, wówczas rodzina przeprowadziła się do Lisieux, gdzie był klasztor karmelitanek bosych. Do tego klasztoru wstąpiły aż cztery córki państwa Martin, a średnia córka Leonia po dwóch nieudanych próbach życia klasztornego odnalazła swoje miejsce w zakonie wizytek. Czy małżeństwo może być drogą do świętości? Jak my byśmy się czuły, gdyby nasze dzieci czuły powołanie zakonne? Jak zmieniło się dzisiaj podejście do wychowania? Historia świętych Ludwika i Zelii stała się dla nas punktem wyjścia do gorącej dyskusji.  

Góra strony